Centra i galerie handlowe mają za zadanie generować dochód dla swoich właścicieli i najemców. Nie bez powodu rozwiązania tam stosowane są przemyślane i nastawione na przyciągnięcie klientów. A klient prócz listą zakupów, kieruje się swoją wygodą. Podobnie mieszkaniec. Przebywa gdzie musi, ale zasadniczo wybiera miejsca gdzie jest mu wygodnie.

Prezentujemy 3 rzeczy, których włodarze Polskich miast mogą nauczyć się od centrów handlowych:

1. Dostępność

Widzieliście gdzieś centrum handlowe bez wind i podjazdów? Albo bez otwierających się automatycznie drzwi? Najprawdopodobniej nie. I to nie jest kwestia parkingu (lub jego braku – co podnoszą niektóre grupy aktywistów), bo w centrum handlowym nie parkujesz przed drzwiami sklepu w którym robisz zakupy. Samochód zostawiasz na parkingu i potem zyskujesz dostępność do wszystkich atrakcji i sklepów. Bez schodów, krawężników, z szerokimi podjazdami i wygodnymi windami.

2. Toalety

Publiczne toalety istnieją. Niektóre są płatne. Niektóre zadbane. Jednak ich lokalizacja niejednokrotnie stanowi zagadkę. Teoretycznie prościej jest skorzystać z toalety w dowolnym lokalu gastronomicznym, o ile jest ona dostępna nie "tylko dla klientów". W centrum handlowym toalety są. Nawet się nad ich obecnością nie zastanawiamy - od wejścia widać oznaczenia, a coraz częściej są także dodatkowe piktogramy kierujące do toalet dla osób z niepełnosprawnością ruchową oraz dla rodziców z dziećmi. Nie wspominając o obecności dyspozytorów z papierem, chusteczkami, mydłem czy także pieluszkami.

3. Miejsca odpoczynku

W centrum handlowym ławki, pufy i skwerki są. Zawsze. Na szczęście w polskich miastach te elementy także zaczynają się pojawiać. Jest jednak jeden dodatkowy element, którego brakuje polskim miastom: miejsca odpoczynku dla dzieci. I nie chodzi tu o duże, rozbudowane place zabaw (na kształt „sal zabaw”) tylko o umiejscowione co kilkadziesiąt metrów elementy, które mogą na chwilę zainteresować dziecko i spowodować, że spacer nie jest nudny. Tu huśtawka, tam bujaczek, dalej domek, gdzieś karuzela, obok „przekładaniec”… Zauważyliście, że w galeriach handlowych co trochę jest coś, co pozwala maluchowi zużyć nieco energii?

A na ulicach Polskich miast? Nie chodzi o likwidację dużych placów zabaw – bo te są potrzebne, aby popołudniami czy w weekendy wyszaleć się fizycznie i społecznie. Mowa jest o małych elementach, które uprzyjemnią (i dzieciom, i opiekunom) spacery po mieście: sprężynowych bujaczkach, huśtawkach, karuzelach, mini fontannach.

Co z tej listy można zrobić od razu?

Postawić na skwerkach i szerokich chodnikach dowolne elementy pozwalające dzieciom na zabawę.

Jeśli jesteście z Łodzi:

możecie we wrześniu 2018 roku zagłosować w budżecie obywatelskim na zadanie L0218 „Obywatel Rodzic lubi się huśtać”, które proponuje ustawienie właśnie takich elementów w mieście.


autor: Katarzyna Mikołajczyk

ilustracja tekstu: tookapic na licencji CC0